Na przekór wszystkiemu przeć do przodu – Mateusz Ślusarczyk o swojej przygodzie z amp futbol

Jeszcze nie tak dawno temu można go było spotkać na drogach jasielszczyzny, kiedy na swoim charakterystycznym rowerze pokonywał kolejne kilometry. Dziś Mateusz Ślusarczyk odstawił swój handbike, poświęcając się zupełnie innej dyscyplinie sportu.
Z Mateuszem rozmawiam dzień po jego powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski w amp futbol.

fot/FotoPyK 


Jak samopoczucie?

Mateusz Ślusarczyk: Bardzo dobre! Jestem trochę zmęczony, ale bardzo zadowolony!

Nic dziwnego, właśnie wróciłeś ze zgrupowania reprezentacji Polski!

MŚ: Tak. Było to moje pierwsze oficjalne zgrupowanie z kadrą Polski amp futbolu.

Dałeś radę?

MŚ: Wydaje mi się, że tak. Zbytnio nie odstawałem poziomem od reszty chłopaków. Oczywiście jest kilku zawodników, którzy się wyróżniają. Są to w większości młodzi chłopcy, nawet i dziesięć lat młodsi ode mnie. Byłem chyba jednym ze starszych na tym zgrupowaniu, choć wszystkich reprezentantów nie poznałem, bo kilku nie przyjechało przez wzgląd na problemy zdrowotne.

Dużo się dzieje ostatnio u Ciebie, jeśli chodzi o amp futbol. W krótkim okresie czasu Husaria, konsultacje kadry, w końcu zgrupowanie reprezentacji.

MŚ: Fakt. Odkąd przerzuciłem się z handbike na amp futbol dużo się podziało. Dołączyłem do Husarii Kraków i zagrałem pierwszy turniej, który w zasadzie kończył już sezon. Później zgłosiłem się na konsultację, no i znalazłem się w gronie wyselekcjonowanych szczęśliwców, którzy dostali szansę uczestniczenia w zgrupowaniu reprezentacji.
Na konsultacje, które były bardziej przeglądem chętnych do gry w kadrze, zaprosił mnie po wyżej wspomnianym turnieju trener reprezentacji. Pojechałem i udało się!

Myślałeś wcześniej o amp futbol?

MŚ: Zaraz po szkole zacząłem szukać zajęcia. Wiedziałem już, że na pewno będę uprawiał jakiś sport. Wtedy po raz pierwszy gdzieś ten apm futbol się przewinął. Wtedy funkcjonowało to tylko w Warszawie. Była jakaś korespondencja, zaproszenia do Warszawy, ale na tamten czas finansowo nie byłem w stanie pozwolić sobie na dojazdy do stolicy.

Jak radzisz sobie z dojazdami do Krakowa? 

MŚ: Na szczęście treningi odbywają się tylko raz w tygodniu. W Polsce funkcjonuje cztery zespoły amp futbolowe i wszystkie bazują na zawodnikach przyjezdnych, także nie tylko ja dojeżdżam, a uwierz mi, nie mam najdalej. Ciekawostką jest to, że w Husarii z samego Krakowa nie ma praktycznie nikogo. Staram się w miarę możliwości uczestniczyć w każdym treningu, bo w Jaśle ciężko mi trenować z różnych względów… Czasem razem z siostrzeńcem kopiemy, ale to za mało.

No właśnie. Apm futbol to wymagający sport, mecze grane są na dużej intensywności. Co robisz, by być w formie?

MŚ: Mecze meczami, bo to adrenalina, rywalizacja, przez to inny rodzaj wysiłku. To treningi potrafią być na prawdę mordercze, zwłaszcza że trener od motoryki to prawdziwy kat (śmiech). Nie mamy taryfy ulgowej.
Pracuję cały czas. Siłownia, basen, boisko, choć z tym ostatnim ciężko. Teraz nie sprzyja pogoda, a poza tym czas… Kiedy ja kończę pracę, to na jasielskich orlikach już są jakieś grupy, nie ma miejsca. Staram się w soboty wygospodarować godzinę czy dwie na trening na świeżym powietrzu. Wiesz, z kondycją, czy motoryką nie jest źle. Najbardziej brakuje mi kontaktu z piłką i zgrania. Kopanie z siostrzeńcem, czy strzały do pustej bramki to nie to samo co gra, stąd jak wcześniej wspomniałem, staram się co tydzień być w Krakowie.
Lubię ćwiczyć na siłowni. Kiedy widzę jak inni trenują, ile wysiłku wkładają, motywuje mnie to jeszcze bardziej. Po zgrupowaniu wiem już jak ćwiczyć i na co zwrócić szczególną uwagę.
Staram się nie przesadzać z treningami. Po pierwszych zajęciach w Husarii ciągle sobie dokładałem indywidualnie obciążenia, aż w końcu byłem taki ciężki, że się przewracałem. Na szczęście szybko się regeneruję. Basen, masaże i po dwóch – trzech dniach było już ok.
Podsumowując, podoba mi się to, co teraz robię. Mam jasny cel, mogę się zarzynać!

Ten cel to?

MŚ: Na ten moment obrałem sobie jeden – stać się etatowym reprezentantem Polski, a co za tym idzie zagrać na najbliższym EURO. Czy wyjdzie? Zobaczymy. Będę ciężko trenował, bo zdaję sobie sprawę, że zaniedbania mogą pogrzebać moje szanse. Do EURO półtora roku, więc trochę czasu jest na przygotowania. Najważniejsze to się w tej kadrze utrzymać i dotrwać do turnieju. Do gry pretenduje coraz więcej chłopaków, konkurencja nie śpi.

Co na to wszystko Twoja żona? Więcej Cię w domu nie ma, jak jesteś…

MŚ: „Nie mogłeś grać w szachy?” (śmiech). Mam wyrozumiałą żonę, nie ma z tym problemu. Rozumie, że to co robię to moja pasja. Był handbike – było dobrze, jest amp – jest dobrze. Wspiera mnie i kibicuje. Jedynie kiedy narzekam, że tu boli, tam boli, to nawiązuje do tych szachów.

fot/FotoPyK

Kończący się rok był przełomowy dla amp futbolu. Zaczęto Was pokazywać w mediach, telewizja transmitowała mecze z Mistrzostw Świata. Coś drgnęło.

MŚ: Medialnie na pewno tak. Dużą sprawą były właśnie transmisje z Mistrzostw. Wprawdzie na turnieju brakło trochę szczęścia w dramatycznym meczu z Angolą, ale ona później sięgnęła po Mistrzostwo Świata…
W naszym kraju sporty niepełnosprawnych nie są popularne, mimo iż wyniki w nich osiągane są nad podziw dobre. Mówię „nad podziw”, bo brak warunków do trenowania – i nie mówię tu tylko o amp, ale niemal każdej innej dyscyplinie – ograniczone fundusze, a często nawet ich brak, no i przede wszystkim brak docenienia i wsparcia może skutecznie zniechęcić. Tym bardziej trzeba docenić szum, jaki zrobił się wokół reprezentacji w amp futbol.

Wróćmy do handbike.  Odnosiłeś sukcesy w tej dyscyplinie. Co poszło nie tak?

MŚ: Sukcesy były… Dwa wicemistrzostwa Polski… Zaważyły kwestie zdrowotne. Mimo iż już nie jeżdżę, to w tym roku nie było źle. Czwarte i piąte miejsce. Może bym był bardziej zawiedziony, gdyby brakło mi do podium dwie, czy trzy sekundy, ale różnica do trzeciego miejsca była bardzo duża. Teraz rower traktuję rekreacyjnie. Znalazłem swoje miejsce na boisku. Tu się więcej dzieje, jest ciekawiej. Można dostać kulą pod kolano, albo korkiem w brzuch, ale mimo wszystko właśnie to chcę robić. Chcę grać w amp futbol.

Jasło będzie miało reprezentanta Polski?

MŚ: Nic nie powiem, bo nie chcę zapeszyć. Miałem szansę (myślę, że nie ostatnią) trenować z pierwszą reprezentacją. Zobaczymy co się dalej wydarzy. Za niedługo sztab poinformuje o powołaniach na kolejne zgrupowanie. Mam nadzieję, że swoją postawą na ostatnim zapracowałem na kolejną szansę. Jeśli tak się stanie, będę bardzo szczęśliwy.

fot/FotoPyk

W handbike – wicemistrzostwo kraju. W amp futbol – reprezentacja Polski. Jaka jest Twoja recepta na sukces?

MŚ: Póki zdrowie pozwala, to chcę wykorzystać ten czas do maksimum. Wiadomo, że z czasem organizm będzie odmawiał posłuszeństwa. Uważam, że jeśli ktoś chce coś osiągnąć, to może to osiągnąć. Ogromną motywacją jest moja niepełnosprawność. Najgorsze to się załamać. Na przekór wszystkiemu trzeba przeć do przodu. Niepełnosprawność to tylko stan umysłu.

Często udostępniasz w mediach społecznościowych swoje zbiórki na różne cele. 

MŚ: Szukam ciągle sponsorów. Nie będę ukrywał, że pieniądze są ważne. Dojazdy, sprzęt – to kosztuje. Współpracuję z kilkoma firmami, ale jeśli ktoś miałby chęć pomóc, jestem otwarty.

Mateusz, dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki!

MŚ: Dzięki. Postaram się nie zawieść.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*