Polska wygrała z Niemcami

Jak obiecałem tak robię. Pościk w całości poświęcony wyprawie do Warszawy, gdzie uczestniczyłem – w jak się okazało – historycznym dla Polski piłkarskim wydarzeniu.

Nasza ekipa prawie w całości + transparent fot/Bogusław Szczurek

Z Nowego Żmigrodu wyjechaliśmy punktualnie o godzinie 10:00. Droga minęła bezproblemowo, a pod Stadionem Narodowym zameldowaliśmy się na kilka minut przed 18.

fot/arch. własne

Pod Narodowym było już kilka tysięcy kibiców, którzy wyczekiwali otwarcia bram. Wszyscy zadowoleni, rozśpiewani. Czuć było piłkarskie święto.

Na tym stadionie byłem po raz pierwszy i zrobił on na mnie ogromne wrażenie. Piękny obiekt.. Znaleźliśmy swój sektor i miejsce, a mając w zanadrzu ponad dwie godziny do rozpoczęcia spotkania, zabraliśmy się za zwiedzanie.
Po obejściu wzdłuż i wszerz areny przyszedł czas na szybkie piwko i pamiątkową sesję. Trybuny coraz bardziej się zapełniały.

W międzyczasie przy murawie pojawił się nasz znajomy reporter Pan Boguś Szczurek, który „strzelił” nam kilka profesjonalnych fotek.

Kiedy wreszcie zajęliśmy swoje miejsca, przyszedł czas na oczekiwanie. Pierwsi na murawie pojawili się bramkarze gości z Manuel’em Neuer’em na czele. Przywitały ich niemiłosierne gwizdy kilkudziesięciu tysięcy kibiców.

rozgrzewka Nueuera fot/arch. własne

Następni na miejsce pojedynku weszli piłkarze Niemców, a kilka minut później witani gromkimi brawami Polacy.
Do Hymnu stadion wypełnił się po brzegi. Początkowe gwizdy przy hymnie Niemiec, natychmiast zostały zagłuszone głośnymi brawami polskich kibiców. Naszą pieśń odśpiewaliśmy wszyscy z taką mocą, że słychać nas było chyba od Zakopanego po Gdańsk.
Rozpoczęli… Piłkarze robili swoje, a trybuny swoje. Był to mój pierwszy mecz reprezentacji w meczu o punkty, na dodatek z takim przeciwnikiem! Doping był tak głośny, że nie słyszałem samego siebie! Oczywiście darłem mordę najgłośniej jak potrafiłem.
Przyznam, że początek z trybun nie wyglądał źle. O tym, że gramy padakę dowiedziałem się z smsów od znajomych, którzy oglądali spotkanie w TV.
Siedzieliśmy za bramką strzeżoną przez Wojtka Szczęsnego i dopiero około 25 minuty uwidoczniła się przewaga Niemców. Pech chciał, że nasza strona była flanką… Wawrzyniaka. Gość doprowadzał mnie do histerii. Nie wiem jak to wyglądało na Waszych telewizorach, ale tak jak krył Wawrzyniak, nie kryją obrońcy w C klasie. Zostawiał po 5 metrów swobody rywalom, a prawie każda groźna akcja gości przechodziła jego stroną. Szok…
fot/arch. własne
Przyznam, że pierwsza część gry minęła bardzo szybko. Na przerwie obowiązkowo kibelek i nerwowe czekanie na drugą połowę. Na trybunach wyczuwalny był niepokój. Kibice rozmawiali między sobą, a przodowym tematem było „czy naszym uda się dograć mecz na zero z tyłu”.
Gwizdek i gramy drugie 45 minut!
Krosy na Grosickiego i Rybusa niewiele nam dawały, ale my mieliśmy radochę, bo tym razem Polska atakowała na „naszą” bramkę.
W końcu 51 minuta. Dogranie na Milika i GOL!!! Oszaleliśmy, a z nami  prawie 60 tysięcy kibiców na stadionie i zapewne miliony przed telewizorami. Takiej euforii nie widziałem nigdy! Wyściskali mnie panowie z niższego rzędu, przybiłem setki piątek – szał! Od tego momentu każdy mój kolejny okrzyk wiązał się z dość sporym bólem gardła…
fot/arch. własne
Od czasu gola dla nas czas zaczął dziwnie wolno płynąć. Patrzę na telebim 56 minuta… Patrzę znowu – 58. Dopiero?! Niemcy cisnęły niesamowicie. Trybuny szalały. Śpiewaliśmy non stop. Siedzący nad nami na wyższym poziomie kibice niemieccy nie mieli szans na skuteczny doping. 
Około 82 minuty odśpiewaliśmy na stojąco Mazurka Dąbrowskiego. Przez głowę przeszła mi myśl, że to może za wcześnie, że mogliśmy poczekać z Hymnem przynajmniej do 90 minuty, bo to co działo się na boisku nie sprzyjało pozytywnym myślom
Kiedy gola strzelił Mila ogarnęła nas euforia jeszcze większa jak po bramce Milika. Wiedzieliśmy już, że na naszych oczach napisała się historia. Spontanicznie po wznowieniu gry z ogromnymi uśmiechami i łzami w oczach odśpiewaliśmy po raz trzeci w ciągu 90 minut Hymn Polski. Tak dumny jak w tej chwili nie byłem chyba nigdy.
radość Polaków po końcowym gwizdku fot/arch. własne
Doliczony czas gry. Dodam, że od około 70 minuty mecz wszyscy oglądali na stojąco. Na około minutę przez końcowym gwizdkiem na sektorze gości rozpoczęły się burdy. Na własne oczy widziałem, jak Niemcy rozdzierali siatkę oddzielającą ich od naszych sympatyków, kopali siedziska, rzucali butelkami (jak je wnieśli na stadion?). Niemcy zachowywali się jak dzikusy. Najgorsze to, że w koło były całe rodziny, dzieci… Pomyśleć, że to o polskich kibicach tak źle się mów na zachodzie…
Koniec meczu! Polska ogrywa mistrzów świata!!! Po raz kolejny trybuny wybuchły radością! Ta energia przeniosła się poza stadion. Parking śpiewał, stolica stała się biało – czerwona. Po małych problemach z wyjazdem z parkingu wyruszyliśmy w długą drogę do domu…
Nie podobał mi się incydent z kibicem, który wdarł się na murawę po kończącym mecz gwizdku sędziego. Owszem złamał prawo i musiał zostać ukarany, ale ochrona w moim odczuciu potraktowała delikwenta troszkę za ostro…
ochrona wyprowadza kibica, w tle pościg za kolejnym fot/arch. własne
Byłem światkiem wielkiego wydarzenia. Na moich oczach nasi piłkarze przeszli do historii. Czytałem o tym, że kibice byli 12 zawodnikiem reprezentacji. Nie mogę się z tym zgodzić. Kibice byli 12, 13, 14 i 15 zawodnikiem! Super sprawa, o której opowiadał będę swoim wnukom 🙂

1 Komentarz

  1. Niesamowicie cieszę się, że nasza drużyna pokazała na co ją stąć. Nie musimy żyć jużtylko tym co było X lat temu i jak to pięknie keidyś było zatrzymywać Anglie na Wembley, Tomaszewski, Boniek, itp. Teraz mamy świeży sukces z aktualnymi mistrzami świata w piłce nożnej i rewelacyjnie, że wynik meczu był 2:0 – to ucina spekulacje o fartownym zwyciestwie z jedną bramką na koncie 🙂 Na pewno w meczu mieliśmy dużo więcej szczęścia niż przeciwnicy, którzy strzałów w cel mieli nieporównywalnie więcej niż my i nie siadła im z tego żadna bramka, a nam przy 5 chyba okazjach wpadły dwie bramki, ale nasza drużyna na pewno zasługuje na słowa pochwały bo dali z siebie wszystko na boisku i jak to się mówi zostawili serce na murawie. Oby tak dalej 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*