Dania – Finlandia mecz symbol na początek EURO 2020

christian eriksen reanimacja

Wczorajszy dzień przejdzie do historii światowego futbolu. I nie przez to, że był drugim dniem zmagań na EURO 2020, nie przez zaskakujące wyniki, piłkarskich wirtuozów, wybryki kibiców. Wczoraj na oczach milionów miało miejsce wydarzenie bez precedensu. W trakcie meczu Dania – Finlandia mogło dojść do tragedii. Życie mógł stracić Christian Eriksen – lider Duńczyków i jeden z lepszych, skandynawskich piłkarzy ostatnich lat…

„Eriksen stracił przytomność”

Przyznaję się – nie oglądałem spotkania od początku. Byłem pochłonięty sobotnimi, domowymi obowiązkami, kiedy przybiegł mój sześcioletni syn i z przejęciem powiedział „Tato, Eriksen dostał piłką w kolano i stracił przytomność!„. Eriksen to obok Harrego Maguire jego ulubiony piłkarz… Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji, a słowa syna wydawały mi się przesadzone. Kiedy jednak usiadłem kilkanaście minut później przed telewizorem, napływające do mnie wiadomości były straszne. Świat się zatrzymał, a słowa Szymona nabrały niewyobrażalnego wyrazu…

Mecz symbol

Duński piłkarz przeżył, jest z nim kontakt, jego stan jest stabilny. Ale sceny z tego meczu zostaną nie tylko ze mną, ale z całym piłkarskim światem na długo.

Zdarzają się przypadki śmierci zawodników na boisku. Co jakiś czas takie smutne informacje docierają do nas z różnych stron świata. Czy to normalność? Nie i nigdy taką nie będzie. Nigdy jednak sytuacja taka nie miała miejsca na imprezie takiej rangi jaką jest EURO. Wczoraj było blisko… Bardzo blisko.

Kiedy Christian Eriksen upadł na murawę nieprzytomny, każdy był zdezorientowany. Kibice przed telewizorami, na stadionie, koledzy z boiska. To były sekundy, tak ważne dla życia 29-letniego piłkarza. Pomoc przyszła niemal od razu za sprawą kapitana Danii Simona Kjeara. To on jako pierwszy ruszył ratować kolegę. Za nim do akcji wkroczyli meczowi medycy, dalej Eriksena przejęła ekipa ratunkowa. Pomocnik jeszcze na stadionie odzyskał przytomność. Sceny jego reanimacji mrożą krew w żyłach.

Na boisku ratuje się życie człowieka. Sytuacja kryzysowa. Nikt z nas nie wie, jakby się zachował. Trzeba przyznać jednak, że piłkarze stanęli na wysokości zadania. W tak dramatycznym momencie utworzyli wokół ratowników próbujących przywrócić funkcje życiowe ich koledze szpaler, który zasłonił obraz. To nie było dla nich łatwe. Byli przestraszni, niektórzy płakali, ale stali dzielnie, bo tak trzeba, bo rozgrywali z Eriksenem najważniejszy mecz. Mecz o jego życie. I zwyciężyli, stając się razem z medykami bohaterami dla całego piłkarskiego świata.

Kolejnym symbolem tych dramatycznych wydarzeń jest postawa wcześniej wspomnianego Kapitana Duńczyków Simona Kjeara. Kapitana przez duże „K”. On ruszył z pomocą koledze bez mrugnięcia okiem, on z niesamowitym opanowaniem, uspokajał zrozpaczoną żonę Eriksena, swoją postawą udowadniając, że nie przez przypadek została mu przyznana opaska kapitana drużyny narodowej. Obrońca AC Milan w przeciwieństwie do swoich kolegów, którzy odwrócili wzrok, patrzył na reanimację swojego kolegi. Ale i dla niego to było za wiele. Na własne życzenie opuścił boisko w 63 minucie wznowionego meczu. Nie dziwmy się. Wziął na swoje barki olbrzymią odpowiedzialność, która wykracza daleko poza sport… Kjaer stał się bohaterem, idolem, legendą. Zasłużył na to.

simon klaer

fot:  JONATHAN NACKSTRAND / AFP / AFP

Co dalej?

Jeszcze nie wiadomo, czy był spowodowany atak serca Duńczyka. Spekuluje się o przeciążeniu fizycznym, związanym z dużą liczbą rozgrywanych meczów, chorobach mogących mieć wpływ na osłabienie serca i innych mniej lub bardziej medycznych aspektach. Póki nie będzie oficjalnego komunikatu w tej sprawie, możemy wróżyć z fusów

Jedno jest natomiast pewne – przez jakiś czas na futbol będziemy patrzeć inaczej. Czy sam sport się zmieni? Pewnie nie. Ale gdzieś z tyłu głowy będzie my mieć obrazy z meczu Dania – Finlandia, meczu symbolu, który unaocznił nam, jak kruche jest życie. W zawodowym futbolu piłkarze są cały czas monitorowani pod kątem zdrowia, wydolności, parametrów fizycznych organizmu. A jednak przytrafiają się sytuacje jak wczoraj… Christian Eriksen żyje i to jest najlepsza z możliwych informacji. Trzymajmy kciuki za jego zdrowie i obyśmy już nigdy nie musieli oglądać podobnych obrazów. Tego sobie i Wam życzę.