Husaria? Chyba raczej leśna partyzantka…

Polska zremisowała z Hiszpanią 1:1, co pozwala nam jeszcze mieć nadzieję na wyjście z grupy, co z kolei biorąc pod uwagę wynik pierwszego meczu i rywali na drodze, było mało prawdopodobne. Ale zostawię temat przyszłości na kiedy indziej, a dziś słów kilka o wczorajszym spotkaniu.

Obłudnicy

Zacznę od ogólnego nastawienia milionów kibiców w naszym kraju, którzy przez kilka ostatnich dni wieszali psy na naszej kadrze, zwalniali Sousę, a dziś pieją nad jakością drużyny i wynikiem z Hiszpanami. Ba, są i tacy, którzy żałują, że z ekipą Louisa Enrique nie udało się wygrać… Takim narodem jesteśmy. Obłudnym. Zmiennym jak chorągiewka na wietrze. Po której stronie byłem ja? Jako reprezentacyjny kibic byłem rozczarowany meczem ze Słowacją, brakiem zaangażowania, sztywnymi nogami, brakiem pomysłu na grę. To nie była złość na trenera, czy przeklinanie chłopaków, po prostu zabrakło mi dobrego wyniku, bo nie będę ukrywał, że przed EURO liczyłem na 3, no 4 punkty Polaków, z czego komplet właśnie ze Słowakami. Mierzyłem możliwości na zamiary 🙂 Na szczęście sport jest na tyle nieprzewidywalny, że dziś Polska ma na koncie punkt i duże szanse na ogranie Szwedów, o ile utrzymają formę i poziom motywacji z meczu z Hiszpanami.

Husarzy? Nie. Partyzanci

Przeczytałem dziś kilkanaście artykułów na temat meczu Polska – Hiszpania. Wszystkie o pozytywnym oddźwięku, zachwyjacające się postawą naszych. Hmmmm jeśli chodzi o wynik, to jak najbardziej super. Mamy punkt z mega mocnym rywalem, zostajemy w grze. Mental drużyny też na duży plus. Było widać chęci, ambicję, odpowiednią motywację. Piłkarze dobrze przerobili temat w swoich głowach. Ale sama gra? Dla mnie pozostawiała wiele do życzenia. Niektórzy komentatorzy dostrzegli w naszych reprezentantach walecznych Husarów, przed którymi przed wiekami gięły się kolana całych armii. A ja widziałem raczej partyzantów ukrytych w leśnej gęstwinie, nastawionych na zaatakowania wroga z nienacka, wyposażonych w prymitywną broń i bez dokładnego planu działania… Ta strategia wcale nie musiała się okazać nieskuteczna, co pokazała nasza historia, a obrazowo rzecz ujmując także wczorajszy mecz.

No to na początek minusy 😉

Wybijanie na oślep

Czuliśmy duży respekt przed ofensywą Hiszpanii, co było widać w naszych poczynaniach z tyłu. Komentator kilka razy powtarzał, że wybijanie na oślep może skończyć się tragicznie, mimo to nasi obrońcy nie znajdowali innych sposobów na zażegnanie niebezpieczeństwa pod naszą bramką, jak tylko laga. Piłka oczywiście prawie zawsze trafiała pod nogi Hiszpanów, którzy jechali z kolejnym atakiem.

Środek pola

Zawiedli mnie środkowi pomocnicy. W takim spotkaniu, gdzie nasza obrona była absorbowana od pierwszej do ostatniej minuty, jedyne chwile oddechu mogło jej dać mądre przetrzymanie piłki w środkowej strefie, przerzucenie gry na skrzydła i budowanie gry do przodu właśnie przez środkowych pomocników. Ani oni piłki nie przetrzymywali (a wręcz przeciwnie), ani nie rozgrywali wszerz (wahadła dostawały piłki głównie od obrony, ewentualnie po stratach przeciwników), a napastnicy też jakoś wybitnie dużo piłek ze środka nie dostali. Środek skupiał się głównie na przeszkadzaniu Hiszpanom, a jak to wychodziło, widzieliśmy wszyscy, że słabo. Być może takie były założenia trenera, tego nie wiem. Jeśli tak, ok 😉

Sędzia główny

No. Wszyscy wiemy, o co chodzi. Jeśli VAR dał Hiszpanom gola i karnego, to dlaczego nie można było zweryfikować sytuacji z początku meczu, kiedy Zieliński był faulowany w polu karnym i nam należało się „wapno”? Odnosiłem wrażenie, że arbiter sprzyja naszym przeciwnikom. Już nawet nie chodzi o ten nieszczęsny VAR, ale np. sytuacje, kiedy iskrzyło między piłkarzami, a kartką karani byli tylko nasi zawodnicy. No cóż, jak widać nawet na tym poziomie trafiają się takie ogóry…

Puchacz

Typowy jeździec bez głowy. Coś próbował szarpać, pchał się między kilku rywali, motał się sam w swoich dryblingach. Ogólnie nie wyglądało to za dobrze. Zdecydowanie za dużo strat, z których wynikało zagrożenie, za mało też go było z przodu. No cóż, miejmy nadzieję, że Tymek się wyrobi, bo w sumie to fajny z niego gość (Wieniawa) 😉

No i czas na plusiki!

Nastawienie i ustawienie

Trener Suusa to ryzykant i chwała mu za to! Nie wyszliśmy bojaźliwie cofnięci. Chcieliśmy pokąsać rywala, mieć swoje też z przodu i mieliśmy! Super! Chwalimy Lewandowskiego, że grał na miarę swoich możliwości, ale czy ktoś dostrzegł dlaczego? Bo nie był z przodu sam, jak to bywało w kilkunastu ostatnich meczach kadry. Miał wsparcie Świderskiego, czasem środkowych, dochodził Jóźwiak. Przy akcjach zaczepnych było nas w przodzie minimum trzech. Czy ktoś to zauważył? W takich komfortowych warunkach obrona rywali nie mogła być skoncentrowana tylko i wyłącznie na Robercie, bo zagrożenie stwarzali też inni piłkarze. W dodatku Lewy chyba ani raz nie cofał się po piłkę przy akcji, nie próbował rozgrywać. Był sobą, napastnikiem. Oby tak dalej.

Dalej sfera mentalna. Nie łatwo zapewne było się podnieść po Słowacji. Odbudować morale, wykrzesać iskrę. A jednak. Polacy wyglądali jak chwaleni Węgrzy, Szkoci i inne drużyny, które w tych mistrzostwach jadą na ambicji i pokazują, że walką i zaangażowaniem można sprawić niespodziankę!

Karol Świderski

Dla mnie cichy bohater meczu. Aktywny, szybki, odpowiedzialny, wspierający Lewandowskiego. Przyznaję, nie miałem do gościa przekonania od pierwszego powołania. Jakiś był taki nijaki, miękki. Wczoraj pokazał, że może stać się bardzo wartościowym zawodnikiem pierwszego składu i wcale nawet już na tym EURO za Milikiem i Piątkiem płakać nie musimy. Harował z przodu i z tyłu, rozbijał Hiszpanów, robił wiatr. Brawo, brawo, brawo.

Selekcjoner

Wczoraj o 20 był jeszcze do zwolnienia. Dziś już raczej nie, prawda? Chłop nie ma łatwego zadania. Kadra to jest trudna rzecz, to nie klub. Tutaj dostajesz gotowych piłkarzy i starasz się ich połączyć w jedno. Nie masz komfortu przygotowania ich fizycznie, zgrać na tip top, wyuczyć schematów i zachowań. Zazwyczaj masz 3 dni, kilka treningów i graj. I tutaj najważniejsza okazuje się być selekcja. Wybór akurat najpotrzebniejszych kadrze piłkarzy. Czy najlepszych? Zazwyczaj tak, aczkolwiek chyba nie zawsze 🙂

Sousa nie boi się ryzyka. Odważnie stawia na swoje pomysły zarówno jeśli chodzi o ustawienie, jak i personalia. Czy Brzęczek wpuściłby wczoraj Kozłowskiego? Czy Nawałka zdecydowałby się na takie zmiany, jakich dokonał wczoraj Portuglaczyk przy wyniki 1:1 i ciśnieniu ze strony Hiszpanów? Wątpię. Sousa ma wizję, bo ma. I ma duże zaufanie do wybranych piłkarzy. Jeśli oni zaufają mu równie mocno, to proszę Państwa może jeszcze nie teraz, ale za kilka miesięcy, możemy mieć kadrę co najmniej równej tej Nawałki. O ile oczywiście po EURO zdecyduje się przedłużyć kontrakt, czego sobie i Wam życzę 😉

fot/PAP/EPA